wtorek, 24 grudnia 2013

Wesołych Świąt!!

           Żeby święta były syte, żeby rózgą było bite.
    By choinka w twojej chacie nie śmierdziała tak jak gacie,
           tylko była kolorowa a na dole stał se browar.
     Na pasterkę ruszaj śmiało ksiądz na tacy ma za mało.
           Daj złotówkę albo dwie niech i on ucieszy się.

                                                                    
                                                                                  Życzą:
                                                                   Marcela i Magda P

wtorek, 17 grudnia 2013

Jednorazówka Magdy P :)

Poniższy tekst nie ma na uwadze obrażenie fanów 1D. Jeśli nim jesteś, to wiedz, że nie mam ochoty Cię obrażać. Jeśli nim nie jesteś to i tak nie musisz brać tego dosłownie ;)
Miłego czytania ;) Mam nadzieję, że się spodoba ;)

*****************************************************
Nazywam się Jessica Bell. Mam 19 lat. Jestem wielką fanką Big Tmie Rush. Pomimo że mieszkam w Nowym Jorku jeszcze nigdy nie mogłam ich spotkać, choć jest to moje największe marzenie i już od dobrych kilku lat próbuję je spełnić.
Moja przygoda zaczęła się pewnego letniego dnia. Był środek lata, upał dawał w kość. Poszłam na spacer razem z młodszym bratem Maxem. Ma 16 lat, nie jest Rusherem, wręcz przeciwnie- directionerem. Nigdy go nie rozumiałam. No bo jak chłopak, i to jeszcze w takim wieku może być wielkim "fanem" zespołu dla małych dziewczynek? Nigdy nie mogliśmy dogadać się w kwestii muzycznej, więc z reguły unikaliśmy tego tematu. Tego dnia nie udało się jednak zachować uwag dla siebie. Max zaczął kłótnię z grubej rury.
- Dlaczego niby tak nienawidzisz 1D?
- Nigdy nie mówiłam że ich nienawidzę... Skąd ta myśl?
- Jestem twoim, chcąc nie chcąc, starszym bratem... Wiem wszystko o rzeczach i osobach, które kochasz albo nienawidzisz...
- Czyżby? Niby skąd?
- No nie wiem... Jakoś tak... Po prostu... To dlaczego tak jest?
- Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to spoko. Powiem ci, ale tylko jeśli ty mi powiesz, dlaczego nie lubisz BTR, dlaczego nimi szydzisz...
- Ok... Coś za coś. Ale ty pierwsza.
- Luz. Ale się nie unoś i daj mi skończyć... No więc: irytują mnie...
Zaczęłam wymieniać mu największe problemy 1d i ich muzyki. Pomruczał trochę pod nosem, ale nie miał za wiele do gadania, bo przyszła jego kolej jako wytykacza błędów i złośliwości. Wolał jednak nic nie mówić i "pójść po watę cukrową". Uznałam to za ucieczkę od problemów i usiadłam na parkowej ławeczce. Zobaczyłam przejeżdżające po ulicy czarne BMW. Jechało powoli i w końcu zatrzymało się w bramie parkowej. Wysiedli z niego dwaj faceci w czarnych ubraniach i okularach. Nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Przestraszyłam się trochę, bo zauważyłam że jeden z nich ma spluwę w kieszeni. Rozejrzałam się dookoła. Byłam w parku sama. Nawet Max zniknął. Zaczęłam bać się naprawdę. Przyszły mi do głowy plany o ucieczce: Skoro jestem tutaj tylko ja, to będę wzbudzać ich podejrzenia, cokolwiek chcą zrobić... Muszę gdzieś się ukryć... Albo uciec... Ale to też będzie podejrzane... Kurcze, co ja mam zrobić... Jeśli oni prowadzą jakieś badania to nic nie powinni mi zrobić... Jeśli to gliny to pewnie zatrzymają mnie na chwilę i spytają o coś... Ale o co?! W głowie zaczęły kłębić mi się myśli. Nagle zobaczyłam coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Głupi Max podszedł do gościa ze spluwą! Myślałam, że go w domu zabiję! O ile nie zrobiliby tego ci goście. W pewnym momencie osłupiałam. Max i ci goście zaczęli się szarpać. Widać było że Max się bronił, ale tamci chcięli go siłą wciągnąć do samochodu. Nie myślałam już co robię. Pamiętam tylko krzyk Maxa i podbiegnięcie do BM-ki. Straciłam przytomność...
Obudziłam się w jakimś magazynie. Metalowe ściany, metalowe stoły, regały... Obok mnie siedział Max. Byliśmy związani. Na przeciwko nas siedział jakiś gangster w kominiarce i z młotkiem w ręce.
- Szefie! Śpiąca Królewna się obudziła! - krzyknął facet, który nas pilnował.
- No proszę! Co za miła niespodzianka! Już myślałem że już nic cię nie wybudzi, nawet pocałunek twojego księcia z bajki... A specjalnie dla ciebie go tutaj sprowadziłem.
- A skąd ty niby możesz wiedzieć kto jest moim księciem?! - bezsensownie wdałam się w "rozmowę" z gangsterem.
- Zapytaj swojego braciszka.
Spojrzałam na Maxa pytającym wzrokiem.
- Powiedziałem, że twoimi księciem jest jeden z Big Time Rush...
- No właśnie. A dlatego że nawet twój braciszek nie wiedział, który to z nich jest twoim księciem na białym koniu... Sprowadziłem wszystkich. - Gangster pstryknął palcami i dwóch gości wprowadziło skrępowanych chłopaków. Myślałam, że naprawdę zabiję Maxa. Za nic nie chciałabym, żeby BTR wpadło w takie kłopoty! I to jeszcze dzięki niemu! Oczy zrobiły mi się wielkie, szczękę starałam się trzymać przy sobie, choć co jakiś czas opadała do ziemi. Gangster znowu zaczął gadać - No ale skoro nasza księżniczka już się obudziła, a chłopcy nie są nam potrzebni, to możemy odesłać ich do domu... NIE, JEDNAK NIE! Przypomniałem sobie właśnie, że jeśli bym was wypuścił, to moglibyście narobić niezłego bigosu... - Kazał wspólnikom rzucić chłopaków na ziemię, i to dosłownie. Kiedy uderzyli twarzą o stalową podłogę było słychać tylko głośny trzask. Kiedy się podnieśli i usiedli zauważyłam, że Loganowi i Jamesowi leci krew z nosa. Nieznośny gangster znowu zaczął ględzić - Oooo... Co ja widzę... Najwyraźniej już narobiliście niezły bigos... Swoją drogą, mam ochotę na bigos! Załatwcie mi duuuży garnek bigosu! Mam słabość do polskich dań...
Wszyscy odeszli. Przypomniałam sobie, że mam w kieszeni paczkę chusteczek. Cudem udało mi się ją wyciągnąć. Wyjęłam kilka i podałam Loganowi i Jamesowi. Miałam przeczucie, że w tej sytuacji tylko tak uda mi się im pomóc. (rozmowa: Jess, L- Logan, K- Kendall, C - Carlos, J - James; dop. autora)
Jess: Macie... Może jakoś wam się uda wytrzeć tę krew...
L: Dzięki...
Jess: Nasze pierwsze spotkanie wyobrażałam sobie zupełnie inaczej...
K: Pierwsze spotkanie?
Jess: No tak... Wiecie bardzo was lubię... Mogę śmiało stwierdzić że... No, że was kocham...
J: No, no. Czego my się tutaj dowiadujemy. - James szeroko się uśmiechnął, przez co ja automatycznie miałam wielki wyszczerz na twarzy. Ich uśmiechy mnie zawsze rozwalają.
Jess: Dla was to szara codzienność... Mogę się założyć, że codziennie spotykacie swoje fanki... I że każda z nich mówi wam to samo...
K: Dla nas każdy Rusher jest wyjątkowy. - Czułam że zaczynam się rumienić.
Rozmowa się rozkręciła. Zaczęliśmy gadać o szarej rzeczywistości, o codziennych problemach. Każdy dodawał coś ze swojego życia. Tylko Max był cicho. Czasem gdy któryś z chłopaków powiedział coś śmiesznego uśmiechnął się, chociaż udawał, że wcale go to nie śmieszyło, jakby tego w ogóle nie słyszał, jakby nas wcale nie słuchał. Miłe humory i żarty i tak nie dały nam zapomnieć o tym, że jesteśmy skrępowani, i tak naprawdę nie możemy uciec.
Wreszcie udało mi się zobaczyć, o co chodzi tym gangsterom. Zabrali nam telefony, z których dzwonili do rodziców. Chcieli wyłudzić okup, zarówno za mnie jak i Maxa, nie wspominając już o BTR. Z rozmów wynikały jasne zasady: 25000, albo pożegnaj się z Jessicą, Maxem; 50000 albo pożegnaj się z Kendallem, Jamesem, Loganem, Carlosem.
Poza tyn zajmowali się fałszowaniem kasy. Podejście chłopaków do tej sprawy było godne podziwu.
L: Musimy się stąd wydostać...
K: Brawo! Odkryłeś Amerykę... Jakbyś mi powiedział w jaki sposób, to może bym się ucieszył.
C: Chłopaki. Kłótnie w niczym nie pomogą... Obmyślmy lepiej plan ucieczki...
K: Czy mi się zdaje czy Carlos nareszcie powiedział coś mądrego?
C: Dziękuję!
Jess: Nie wiem czy uda nam się uciec... Spójrzcie, ich jest z 15! A nas tylko 6!...
L: To nic... Uda nam się, mogę ci to zagwarantować...
Jess: No nie wiem... Boję się... Oni mają spluwy no i w ogóle...
L: A my mamy mózgi... No i Kendalla. Kendall, jaki jest plan?
K: A co ja jestem, strateg?! - Wszyscy przytaknęliśmy. W końcu Kendall słynie z tego, że w sytuacjach awaryjnych ma jakiś mądry plan. - No dobra... Plan, plan, plan...- W tym momencie blondyn spojrzał na Jamesa. - James? Mogę wiedzieć co robisz? James?!
J: Cooo?
K: Na co się tak gapisz?!
J: Eee... No wiesz, przeglądam się... Taki gość jak ja, musi zawsze wyglądać stylowo, nawet podczas porwania...
K: Dobraaa... Nie skomentuję tego... Może zostawimy go tutaj jak będziemy wiać co?
L: Tak, to dobry plan.
Jess: Zgadzam się... Ten laluś będzie nas tylko spowalniał...
J: Ekhm... Chciałbym wam przypomnieć, że moja pomoc może wam się przydać... No bo niby kto przez 10 lat chodził na zajęcia z karate?
L: O tym zapomnieliśmy... Więc najpierw pomożesz nam stłuc tych gości, a potem cię zwiążemy i zostawimy tutaj.
W tym momencie przyszedł do nas szef gangu. Oznajmił, że nie dodzwonił się do nikogo, ale zostawił wiadomości na automatycznych sekretarkach... Jaki to jest idiota - pomyślałam. Powiedział też, że nasi rodzice mają godzinę na zapłacenie okupu, a jeśli nie, to możemy pożegnać się z życiem... Nie wiedzieć czemu, ciągle trzymał na rękach jakiegoś psa... Wyglądał na chihuahuę. Potem oddał go komuś i kazał mu przynieść owczarka niemieckiego, którego też wziął, a raczej próbował wziąć na ręce. Tak, to jest jeden, wielki idiota... - stwierdziłam. Podejrzewam, że chłopacy też mieli w głowie te słowa.
Mieliśmy już niecałą godzinę. Biorąc pod uwagę to, że rodzice są w pracy do późna nie mogliśmy liczyć na ich pomoc. Nikt nie potrafił wymyślić odpowiedniego planu, a czas mijał nieubłaganie. Skutki były następujące: minęła godzina, nikt nie przybył z odsieczą, a gangsterzy zostawili nam piękną niespodziankę i uciekli. Niespodzianką była ogromna betonowa kula wisząca na łańcuchu, który miał zerwać się za dosłownie godzinę. Powoli zaczęłam modlić się o przeżycie. Z wielkiej opresji starali się wyrwać mnie chłopacy, głównie BTR, bo Max ciągle się nie odzywał. Pewnie rozmyślał o tym, że już nie spotka 1D... Wolałam tego nie komentować, bo znowu byłabym złą siostrą, która nie rozumie, albo nie chce zrozumieć młodszego brata i jego potrzeb i marzeń. Carlos, jako mistrz taktu, przestał wszystkich pocieszać i odpalił jeden ze swoich niezłych tekstów.
C: No to pora się pożegnać... Miło mi było z wami pracować...
K: Carlos! Nie utrudniaj sytuacji! Nie widzisz że zaraz może być z nami źle?
C: No właśnie widzę. I dlatego chcę się pożegnać.
Jess: Chłopaki! Nie możemy się tak łatwo poddać! Musimy coś zrobić!
Zapadła chwila milczenia. Nagle Logan wykrzyknął!
L: Zaraz, chwila! James!
J: Logan!
L: Zawsze nosisz przy sobie bandankę i grzebień tak?
J: No raczej. Bandanki są cool, a ze szczęśliwym grzebyczkiem się nie rozstaję!
L: Taaa... Ale! To może nam pomóc!
K: Niby jak doktorku? - Kendall rzucił Loganowi prześmiewcze spojrzenie.
L: A niby tak... Te linki są na klucz. Jeżeli uda mi się przekręcić zamek...
C: Poszukasz klucza i uwolnisz nas wszystkich!
Jess: Słuchajcie, Carlos chyba naprawdę doznał objawienia, a ten plan może się udać.
L: No ba! W końcu jestem geniuszem! Doktorkiem, jakby to powiedział jeden z nas, tu obecnych... - teraz Logan posłał prześmiewcze spojrzenie Kendallowi. - No dobra! James! Dawaj bandankę!
K: Tak! Trzeba w końcu zacząć misję Uwolnić wszystkich spod rąk złoczyńcy i jego wielkiej kuli z betonu, która może zrobić wielkie kuku!
L: Stary, była umowa...: Następnym razem ja wymyślam nazwę misji. Wcale nie trzymasz się zasad...
K: Cóż... Niegrzeczni chłopcy robią co chcą.
Jess: Chłopcy! Radzę wam dobrze! Zachowajcie uwagi na później! Zostało 5 minut!
Wszyscy zaczęli się gorączkowo miotać na swoich krzesłach. Logan próbował otworzyć kłódkę w linkach, ale bezskutecznie... Czas płynął, zostały 3 minuty, kiedy do akcji wkroczył James w postaci Bandana-mana. Po kilkunastu sekundach otworzył kłódkę przy swoim krzesełku. Pobiegł po klucz. Kiedy przybiegł z powrotem z kluczem w ręce spojrzałam na zegar. Zostało 30 sekund. Zaczęła się walka z czasem. James zaczął zdejmować kłódki przy kolejnych krzesłach. Nie wiem dlaczego, ale moje zostawił na sam koniec, kiedy zostało tylko 5 sekund. W chwili, gdy kula zaczęła lecieć w naszą stronę udało mu się otworzyć zamek. Szybko odskoczyłam od krzesła, czułam jakbym szybowała i wpadłam Loganowi w ramiona. Oczy zrobiły mi się wielkie. Patrzył się na mnie tymi swoimi wielkimi brązowymi paczadłami. Kiedy tylko widziałam te oczyska na jakimkolwiek zdjęciu rozpływałam się... A tu proszę: Nagle znalazłam się w ramionach ulubionego wokalisty, który na dodatek zaczął patrzeć w moje oczy jak w obrazek.
K: Heeeej! Gołąbeczki! Nie lepiej stąd wiać? Albo nie wiem... Pójść na policję?! - Po tych słowach odskoczyłam od Logana i zaczęłam udawać, że wcale się do niego nie tuliłam. Gdy wychodziliśmy z magazynów nie rozmawialiśmy. Kendall, James i Carlos szli przodem, ja z Loganem za nimi, a na szarym końcu szedł Max. Nie odzywał się wcale, zachowywał się tak, jakby był nieobecny.
Pojechaliśmy na policję i zgłosiliśmy całe zajście. Potem poszliśmy na pizzę. Wymieniliśmy się numerami i nickami na skype. Po skończeniu pizzy o dziwo Max podziękował chłopakom za pomoc w ucieczce. Nie myślałam, że się odezwie, ale jednak. Podziękowania z jego strony przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Wkrótce chłopacy pojechali, a ja z Maxem udałam się do domu. Zaczęłam rozmowę. Byłam ciekawa czy nadal czuje on taką niechęć do BTR.
- Twoje podziękowania mnie zszokowały...
- Taaa... Musiałem im podziękować... W końcu pomogli nam z tamtąd uciec... No i tak naprawdę nas uwolnili.
- Tak... Za to należą im się podziękowania, to prawda...
- I wiesz co... To są bardzo fajni goście... Polubiłem ich...
- No proszę! Tego się naprawdę nie spodziewałam! Mój niewdzięczny młodszy braciszek directioner polubił Big Time Rush!
- Tak... I szczerze... 1D to faktycznie zespół dla małych dziewczynek, którą nie jestem...
- Cieszę się, że zmieniłeś zdanie co do BTR...
Włączyłam Windows Down i pomaszerowaliśmy do domu.
*******************************************************

Mam nadzieję że podobała Wam się moja pierwsza jednorazóweczka ;) ocenki piszcie jak zwykle w komentarzach ;) wszystkie mile widziane ;*** pozdrowionka ;*** Madzia P

czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 13

  "Oczami Victorii"                         

              Obudził mnie budzik o 6:00. Szybkim ruchem go wyłączyłam, miałam potwornego kaca! Poszłam do łazienki i wzięłam lodowaty prysznic. To mnie otrzeźwiło, odświeżona wróciłam do pokoju gdzie ubrałam rurki i białą bokserkę. Do tego ubrałam baseballówkę a na nogi włożyłam trampki. Włosy rozczesałam i rozpuściłam, delikatny makijaż i już tak nie straszyłam wyglądem. Podreptałam do kuchni i pierwsze co zrobiłam to wypiłam 2 kubki wody z ogórków. Nie smakowała wspaniale ale już nie odczuwałam tak bardzo kaca. Zjadłam szybkie śniadanie i 3 razy wyszorowałam zęby. Zabrałam plecak i usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Dostałam SMS-a od Demi "Nie będzie mnie dzisiaj w szkole bo leżę chora w łóżku. Powodzenia! ;*" Westchnęłam. Wsiadłam do samochodu i pojechałam do szkoły. Zaparkowałam na parkingu. I poszłam na lekcje, na pierwszej miałam matmę. Oczywiście nasza nauczycielka musiała zrobić kartkówkę. Jak ja jej nienawidziłam! Moim zdaniem babę na stosie trzeba było spalić! Zadzwonił dzwonek na przerwę ale i tak musiała nas zatrzymać, niby na sekundę bo musi coś dopowiedzieć ale ta "sekunda" trwała całą przerwę. Nikt u mnie w klasie nie lubił matematyki i nikt nie lubił tej nauczycielki. Następna lekcja to chemia, kolejny przedmiot którego nie lubiłam. Reszta lekcji przebiegła rwnie nudno jak dwie pierwsze:
- Teraz idziesz na próbę z tym nowym? - zapytał mnie James gdy odkładałam podręcznik od angielskiego do szafki:
- Niestety tak... nie widzi mi się to.. - mruknęłam
- Chyba aż tak źle nie będzie.. może cie tylko pocałować.. no chyba, że masz ochotę na więcej...
- Ja to nie Ty...  dla mnie to jest żółtodziób i nachalny facet, któremu mam ochotę skopać dupę..
- Ja nic nie mówiłem.. - podniósł ręce w geście obronnym i poszedł. Westchnęłam i poszłam o sali, w której miałam mieć próbę. Jak się okazało pomieszczenie było puste co mnie ucieszyło. Włączyłam muzykę i zaczęłam się rozciągać.

"Oczami Jamesa"
                 Po rozmowie z Victorią oddaliłem się od niej ale szybko weszłam do sali, w której miała mieć próbę z tym nowym. Schowałem się w takim miejscu, w którym nikt mnie nie widział ale ja miałem widok na wszystko.  Do sali weszła Justice, włączyła muzykę i zaczęła się rozciągać. Jej ciało było bardzo pociągające. Jej kocie a zarazem seksowne ruchy były tak pociągające, że ogarnęło mnie podniecenie. Nagle do sali wszedł Avan...

"Oczami Victorii" 
                 Rozciągałam się w rytm muzyki, gdy do sali wszedł Avan. Gdy zobaczył, że dopiero się rozciągam odetchnął:
- To co tańczymy...
- Mam fajną piosenkę tylko gdy śpiewa dziewczyna śpiewa ja tańczę gdy śpiewa facet tańczysz ty... wychodzi na to, że każdy tańczy swoja choreografię...
- Jak chcesz.. - mruknął zawiedziony. Wymyślałam własny układ i szło mi bardzo dobrze. Potańczyłam tak jeszcze z godzinkę i wyszłam z sali. Byłam zmęczona a chciałam iść do domu. Zatrzymał mnie Avan kladąc mi rękę na ramieniu. Szybko ją strzepnęłam:
- Nie tykaj... - warknęłam. Podniósł ręce w geście obronnym:
- Pomyślałem, że może poszlibyśmy na.. - nie dokończył bo przerwałam mu brutalnie:
- Nigdzie z tobą nie pójdę! Uświadom sobie koleś, że nie zamierzam nigdzie z tobą iść...
- Będę próbował..
- Próbować to se możesz prostytutki w burdelu...  - zgasiłam go. Nie zaszczycając go moim spojrzeniem wyszłam ze sali trzaskając drzwiami. Ruszyłam korytarzem i wychodząc se szkoły wsiadłam do samochodu i odjechałam z piskiem opon.

"Oczami Jamesa"
                 Gdy Vick, zgasiła tego chłopaka i on sam poszedł w jej ślady i opuścił salę ja wyszedłem z ukrycia. Obserwacja Justice za wiele mi nie dała. Nadal nie mogę sobie wyjaśnić tego dziwnego uczucia. Wszystko mnie w niej pociąga, ale pociąganiem nie można nazwać miłością. Kiedy ona jest w pobliżu czuje się inaczej, kiedy z nią rozmawiam czuje się dziwnie. Dziwnie przyjemnie, nie flirtuje z nią jak podczas rozmów z innymi dziewczynami. Rozmawiam z nią tak normalnie, bez głupich tekstów na które lecą prawie wszystkie laski. Tyle, że ona to nie wszystkie.Ona jest wyjątkowa i byle tekst ją nie oczaruje. Coś czuję, że jeszcze szmat czasu przede mną zanim uświadomię sobie co do niej czuję....
***********************************************************************************
Wybaczcie nam ten kolejny krótki rozdział ale tak jakoś wyszło =(


czwartek, 5 grudnia 2013

Rozdział 12

"Oczami Demi"
                 Wyszłam z klasy bo skończyłam jedną z lekcji muzycznych. Szłam korytarzem i wpadłam na wściekłą Vick:
- Co jest? - zapytałam zdziwiona i trochę zaniepokojona. Przyzwyczaiłam się już do tego, że Victoria była ta przebojowa a ja ta nieśmiała. Jednak kochałam tę wariatkę za wszytko. Choć ja też do grzecznych nie należałam:
- Jakiś nowy chłopak w naszej szkole w naszym wieku do mnie zarywa... najgorsze w tym wszystkim jest to, że muszę z nim jechać na konkurs taneczny i mamy tańczyć w duecie! - to mnie trochę zszokowało:
- Może jakbyś go lepiej poznała to może się okazać, że to twoja druga połówka?
- Aleś ty romantyczna... on jest przystojny ale mnie irytuje nawet jak nic nie mówi!
- Co z tego, że jestem romantyczna! Przynajmniej ja zachowuje jedną rzecz dla tego jedynego! - żachnęłam się. Cóż jeśli coś zrobić to tylko z tym jedynym. Vick nie podzielała tak tego ale starała nie wyśmiewać moich poglądów. Poszłyśmy na stołówkę a tam akcja potoczyła się bardzo szybko...  Miley wylała shake na podłogę a Vick tego nie zauważyła.. przebieg sytuacji przebiegł bardzo szybko...
"Oczami Victorii"
               Nagle się poślizgnęłam. Czułam jak lecę do tyłu i w duchu modliłam się żeby niczego nie złamać. Poczułam przypływ adrenaliny przez co mój wzrok bardziej się wyostrzył więc kontem oka widziałam jak w moja stronę biegnie ten pojeb - Avan. Jednak nagle zatrzymałam się i nie czułam już poczucia lecenia w dół. Czułam natomiast mocne umięśnione ramiona i dłonie na moich plechach. Szeroko otwartymi oczami patrzyłam na twarz Jamesa, która była blisko niebezpiecznie mnie. Oddech mi przyśpieszył a serce zabiło. Wtedy trafiła mnie niewidzialna strzała amora. Cholernie broniłam się przed tym uczuciem do Jamesa bo miałam przebłyski w świadomości, która mówiła mi że jest on seksowny. Tyle, że przez naszą wojnę mogę wykluczyć randki i inne zabawy z jego udziałem. Przymknęłam oczy bo było mi zajebiście w jego ramionach ale postawił mnie szybko do pionu. Przypomniałam sobie, że obserwuje całe zajście duża liczba ludzi, która była teraz w stołówce. Wyprosotwałam sie i spojrzałam na Jamesa:
- Dzięki - powiedziałam spokojnie. Może z pozoru byłam spokojna ale wszytko wewnątrz mnie wrzało i każda komórka mojego ciała pragnęła Jamesa tak bardzo, że opuściłam stołówkę. Potrzebowałam świeżego powietrza bym mogła znów racjonalnie myśleć choć jedynym pocieszeniem i patrzenie przez pryzmat obiektywizmu była wódka. Jeszcze dziś zakupie sobie 0.5 litra porzeczkowej. Przy niej zawsze lepiej mi się myślało...
                Gdy tylko lekcje się skończyły odwiozłam Demi do domu. Zaraz po tym pojechałam do sklepu i zakupiłam alkohol. Wróciłam do domu i poszłam do pokoju. Otworzyłam butelkę i nie fatygując się żeby pójść po kieliszek zaczęłam pić z gwinta. Poczułam przyjemne ciepło rozlało się po całym moim ciele. Piłam i piłam. Robiąc czasem przerwę żeby wziąć głęboki oddech. Czułam jak po moich żyłach rozchodzi się mój ulubiony trunek. Świat postrzegałam inaczej więc postanowiłam uruchomić pryzmat obiektywizmu i zmierzyć się z uczuciem, które wreszcie wygrało. Muszę przyznać się sama przed sobą. Zakochałam się w Jamesie. Wtedy gdy całował mnie w stołówce nie zwróciłam uwagi na to jaki ten pocałunek był. Wściekłość przesłoniła mi oczy czarna opaska. Kierowałam się emocjami, które były domieszką gniewu i furii. Co ja mam teraz zrobić? Czy jest szansa by James był moich chłopakiem? Może odwzajemnia moje uczucia? Nie! Nie! Nie! James traktuje cie prawie jak każdą dziewczynę w szkole! Nie masz szans...
************************************************************************************
Rozdział wyszedł ciut krótki ale mam nadzieję, że zaciekawiłam was co do dalszych losów Vick i Jamesa. Kogo wybierze nasza Victoria? Jak potoczą się jej relacje z chłopakami? Dowiecie sie tego czytając dalsze rozdziały ;)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=OBSERWUJESZ

piątek, 29 listopada 2013

Rozdział 11

 "Oczami Victorii"            

         Razem z Demi pojechałyśmy do mnie. Rodzice jeszcze nie wrócili więc musiałam sie doprowadzić do porządku. Weszłam do kuchni i opadłam na krzesło:
- Wszystko ok? - zapytała Demi
- Tak... możesz poszukać czy nie mamy środka do dezynfekcji. Musze zdezynfekować zęby bo jakąś cholerę albo inne paskudztwo będę miała po tej szmacie...
- Mogłaś jej nie gryźć... - mruknęła Demi szukając po szafkach jakiegoś środka:
- Obraziła cię! Musiałam zareagować!
- Dobrze! Dziękuję ci ale mogłaś to przepłacić zdrowiem jak już tego nie przepłaciłaś!
- Nic mi nie jest.. - mruknęłam. Fakt, że byłam obolała ale bywało gorzej. To już nie moja pierwsza bójka. Przyjaciółka podała mi jakiś środek. Nabrałam go do ust  i wyplułam po kilku sekundach. Teraz byłam spokojniejsza. Pogadałam chwilę z Lovato aż ona nie wróciła do siebie bo było już późno. Obolała podreptałam do łazienki gdzie spojrzałam w duże lustro na ścianie. Wyglądałam jak kupa nieszczęścia. Włosy były pozlepiane, w  dodatku były w błocie jak reszta mojego ubrania. Rozebrałam się a brudne ciuchy wrzuciłam do prania. Wzięłam gorący prysznic dla ukojenia. Wytarta do sucha i owinięta w ręcznik wróciłam do pokoju. Ubrałam piżamę i położyłam się do łóżka. Moje ciało potrzebowało snu....

* Dwa tygodnie później*
                  Wczoraj spaliłyśmy nasze pamiętniki by sytuacja jak ta z kradzieżą naszych sekretów się nie powtórzyła. Nasze najskrytsze pragnienia, marzenia i historie jakie tam opisywałyśmy poleciały z dymem do nieba. Tam nikt i nic ich nie przeczyta. Po pamiętnikach został tylko popiół, który sprzątnęłyśmy i wyrzuciłyśmy. To był smutny dzień dla nas obu. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki, gdzie zrobiłam poranną toaletę. Ubrałam czarne  krótkie spodenki a do tego białą bokserkę. Włosy rozczesałam i rozpuściłam. Na nogi założyłam czarne trampki . Poszłam do kuchni gdzie zrobiłam sobie musli. Jadłam sobie spokojnie i myślałam o nadchodzącym konkursie. Gdy tylko zjadłam musli umyłam miseczkę i łyżkę a potem poszłam do łazienki gdzie umyłam zęby i zrobiłam delikatny makijaż. Zabrałam plecak i poszłam do samochodu. Podjechałam po Demi a potem razem udałyśmy się do szkoły.
"Oczami Avana"
                      Jestem nowy w tej szkole. Stałem właśnie obok jakiegoś chłopaka, którego imię wyleciało mi z głowy. Nagle zobaczyłem dwie dziewczyny, które śmiały się z czegoś. Obie były śliczne ale moją uwagę bardziej skupiła dziewczyna w krótkich spodenkach:
- Kto to jest? - zapytałem
- Pewnie chodzi ci o Victorię i Demi... - mruknął
- Jak nazywa się ta w krótkich spodenkach?
- To Victoria Justice... najładniejsza dziewczyna w szkole zaraz po Miley Cyrus. Tyle, że jeśli zajdziesz Vick albo Demi za skórę to możesz stać się osobą, którą wyśmieje cała szkoła..
- Jak to wyśmieje?
- Normalnie robią kawały innym. Takie zemsty, ale bo jeśli na przykład zrobisz coś Demi to Victoria może cie nawet zabić własnymi rękami. Jest jeszcze czwórka chłopaków, z którymi mają na pieńsku ale czasem mam wrażenie że to takie końskie zaloty.
- Victoria ma chłopaka? - zapytałem. Jestem ciekaw czy ta laska ma jakiegoś faceta. Jeśli nie to ja mogę nim być od zaraz:
- Nie, ale prawdo podobnie może ulec to zmianie...
- Jak to?
- Ostatnio była taka akcja na stołówce kiedy Victoria biła się z Jamesem Maslowem - pokazał mi jakiegoś Szatyna stojącego z jakaś dziewczyną i trzema chłopakami niedaleko nas - I ten ją pocałował. Od teraz krążą teorie, że James może rzucić Miley dla Justice...
- Ciekawe... - widziałem jak Demi zostawia Vick i idzie do jakiejś klasy. Victoria stała i szukała czegoś w szafce. Oparłem się o szafki w nonszalanckiej pozie i czekałem aż dziewczyna mnie zauważy. Zamknęła drzwiczki z hukiem i wreszcie zwróciła na mnie uwagę:
- Cześć.. - odparłem spokojnie. Zobaczyłem, że dziewczyna zmierza mnie spojrzeniem od góry do dołu:
- Znamy się? - odparła obojętnie:
- Nie.. jestem tu nowy, mam nadzieję że poznamy się bliżej...
- Raczej w to wątpię.. - odwróciła się do mnie plecami i poszła w głąb korytarza. Zostawiła mnie samego pod ostrzałem wielu ciekawskich spojrzeń. Nie ma co, dziewczyna ma charakterek.
"Oczami Victorii"
                  Jeśli ten chłopak myślał, że ma u mnie szanse to się grubo myli. Może i jest przystojny ale to nie oznacza, że zaraz zacznę się z nim spotykać. Weszłam na salę gdzie mieliśmy zajęcia taneczne. Rzuciłam w kąt swój plecak i podeszłam do grupki znajomych. Zaczęliśmy gadać o tym konkursie gdy nagle do sali wszedł Avan:
- Co ty tu robisz?!
- Przyszedłem na zajęcia... - posłała mi wyzywający uśmiech
- Dla osób tańczących balet sala jest obok.. - wskazałam mu palcem drogę:
- Skoro uważasz, że powinienem tańczyć balet może się zmierzymy tu i teraz?
- Czemu nie.. dawno nie skopałam nikomu dupy... - związałam włosy w kucyk i klasnęłam w dłonie. Rozbrzmiała muzyka. Zaczęliśmy tańczyć. Może i miał fajne ruchy ale trzeba prócz tego umieć podstawowe kroki. Ja je miałam opanowane doskonale więc większość kroków zaawansowanych mu zademonstrowałam. Na koniec zrobiłam Ninja Freeze (To zastygniecie na kilka sekund w jednej pozycji dop. aut). Muzyka się skończyła tak jak nasz pojedynek, który wygrałam! Nagle wszycy ucichli i słychać było tylko jedno klaskanie. Spojrzałam na drzwi, w których stał nauczyciel:
- No to chyba mam dwie osoby na konkurs... - spojrzałam na jednego z moich ulubionych nauczycieli. Serio?! Rozumiem, że w tym roku też pojadę ale że on?! Ten żółtodziób?!
- Ten żółtodziób ma ze mną jechać?
- Z tego co mi powiedziano to chłopak był jednym z najlepszych w swojej poprzedniej szkole ..
- Jasne.. - prychnęłam
- Chciałabym żebyście zatańczyli w duecie...
- Co?! - teraz to krzyknęłam. Oddech mi przyśpieszył i poczułam jak narasta we mnie furia. Moje ręce zacisnęły się w pięści aż zbielały mi kłykcie. Zmrużyłam oczy i spojrzałam na nauczyciela:
- To nie wykonalne...
- Niemożliwe staje się możliwe... chciałbym żebyście sami wymyślili układ i żeby próby zaczęły się możliwie jak najszybciej... a teraz bierzemy się do pracy - klasnął w dłonie i zaczęliśmy lekcje.Byłam wściekła!
                      Zajęcia taneczne się skończyły. Wyszłam z nich jako pierwsza trzaskając drzwiami. Na korytarzu stał James i jego koledzy. Widząc mój nastrój skinął na mnie palcem. Zlałam go i poszłam do swojej szafki jednak Maslowa ciekawość nie zna granic i poszedł za mną:
- Co jest? - zapytał. Od kiedy to on się tak mną interesuje?
- Co cie to tak interesuje?
- Dużo rzeczy.. - uśmiechnął się beszczelnie:
- Nienawidzę cię Maslow.. - warknęłam. Miałam zjebany humor wiec byłam wstanie pogryźć z byle powodu:
- Zawsze to jakieś gorące uczucie... - wyszczerzył się jeszcze bardziej. Widziałam jak dobrze bawił się tym, że byłam wkurwiona. Nagle rozległ się znienawidzony głos za naszymi plecami:
- Dobrze tańczysz...
- Umiem poruszać tym co w genach mama dała... - skrzyżowałam ręce na piersi. Ręce mnie swędziały, żeby mu przywalić:
- Widziałem i muszę powiedzieć, że jestem zachwycony twoim stylem tańca... - James wywrócił oczami. Miałam dosyć tych debilnych tekstów:
- Co za licho cie tu przygnało? - warknęłam
- Osiołki...
- Istne z nich ofiary losu... - warknęłam głośniej i oddaliłam się od chłopaków. Ruszyłam przed siebie nie patrząc gdzie.
************************************************************************************
Pojawia się noooowy chłopak ;p
Jak widzicie stosunki między nimi są niebyt przyjacielskie ;)

















niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 10

               Chłopcy szli w naszą stronę. Jedno było pewne, nie byli sami. Za nimi szła Miley uśmiechając się jadowicie. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Demi, która gdy tylko zobaczyła Cyrus zrobiła odruch wymiotny. Bardzo mnie to rozbawiło:
- Macie pamiętniki? - zapytałam
- Może mamy może nie... - odparł James obojętnie. No nie! Teraz to mnie wkurzył:
- Gdy mnie całowałeś ostatnio w stołówce byłeś bardziej zdecydowany.. - powiedziałam ironicznie. Nagle rozległ się ogłuszający krzyk:
- Co?!
- Upssssss.... - szykowałam się do przyjęcia ciosu bo widziałam jak dziewczyna zmierza w moją stronę. Wszystkie moje mięśnie się napięły. Chłopacy zrobili dwa kroki do tyłu, Demi uczyniła to samo. Spojrzałam na Miley pogardliwie. Dobrze wiem, że nie ma ze mną szans. Nie wiedząc kiedy dziewczyna skoczyła na mnie. Wykonałam obrót w bok przez co dziewczyna upadła na ziemię. Nie powstrzymałam się od chichotu, lecz dziewczyna podniosła się szybko i pociągnęła mnie za włosy. Zacisnęłam zęby żeby nie krzyknąć.  Upadłam na ziemię, przeciwniczka stanęła na de mną ale kopnęłam ją w nogę. Zatoczyła się do tyły. Patrząc cały czas oczami drapieżnika na dziewczynę Jamesa zaczęłam się czołgać do tyłu. Dziewczyna ponowiła skok. Tym razem wyrzuciłam nogi do góry tak jak się robi świecę i gdy poczułam ciężar laski na swoich stopach wyrzuciłam ja do góry za siebie.  Przejechała mordą po ziemi, krew leciała z jej dolnej rozciętej wargi. Podniosłam się  z ziemi. Moja bluza była brudna ale nie to się teraz liczyło. Musiałam bronić swojego życia po było pewne, że ona chce wydrapać mi oczy. Jednak za nim mnie zaatakowała nie spytała się czy to ja go pocałowałam i czy w ogóle odwzajemniłam pocałunek. Jednak takie na jarane laski nie pytają o nic tylko działają:
- Ty szmato... - warknęła plując krwią:
- Kogo nazywasz szmatą? Czy ja wyglądam tak jak Ty?
- Już ja ci pokażę ty dziwko! - podniosła się i chciała mi wymierzyć pięścią w twarz ale zablokowałam cios. Co ona sobie myśli? Raczej znam sztuki walki bynajmniej jestem wysportowana i umiem więcej rzeczy od niej. Wątpię żeby ona umiała salto. Chwila salto to jest to. Odepchnęłam pięść  dziewczyny. Oparłam się  rękami o jej ramiona i wykonałam salto w powietrzu. Gdy wylądowałam za jej plecami podcięłam jej nogi. Dziewczyna opadła na kolana. Nie zauważyłam tylko jednego szczegółu, że ona pociągnęła mnie za sobą. Przerzuciła mnie przez ramie i tarzała się ze mną po ziemi próbując nie udolnie okładać mnie pięściami. Spojrzałam na Demi. Ona już wiedziała co robić.
"Oczami Demi"
          Victoria posłała mi dobrze znane spojrzenie. Ta psychopata chciała ją zabić albo dobrze poturbować. Chciałam pomóc przyjaciółce ale Logan mnie zatrzymał. Spojrzałam mu w twarz, jego spojrzenie mnie zahipnotyzowało ale ważniejsza jest dla mnie moja przyjaciółka a nie jakiś tam chłopak. Z trząsłam jego rękę i wykonałam obrót, który powalił chłopaka na ziemię. Zaczęłam podbiegać w stronę dwóch walczących dziewczyn. Jednakże coś objęło mnie w pasie i pociągnęło do tyłu. Po zapachu perfum poznałam, że to Henderson. Nie pozostawił mi wyboru. Wyswobodziłam się z jego uścisku i dałam mu siarczysty policzek. Podbiegłam do przyjaciółki i odciągnęłam Miley.
"Oczami Victorii"
- Co sama nie umiesz walczyć tylko potrzebujesz to coś? - tym trafiła w mój czuły punkt. Demi to nie jest coś. To moja BFF nawet nie. To moja siostra! Nikt nie ma prawa nazywać ja czymś. Rzuciłam się na Cyrus, która tego nie przewidziała. Zaczęłam wyrywać jej włosy, gryźć i drapać. Dałam upust mojej dzikiej naturze. Gdyby nie chłopacy, którzy odciągnęli ode mnie tą dziwkę już byłaby martwa. Dziewczyna siedziała na ziemi i patrzyła się na mnie nienawistnie. Oddychałam szybko i spazmatycznie. Demi mnie przytuliła. Byłam zmęczona, ta walka mnie wykończyła. Muszę też zdezynfekować całe ciało i moje zęby bo się jakiejś cholery nabawię:
- Koniec bójki! - rzekł James. Chyba wreszcie zauważył, że jego ukochana przegrała. Spojrzałam nienawistnie też i na niego. Zauważyłam też, że Logan dziwnie się patrzy na Demi. Później dojdę o co z tym chodzi ale ważne jest teraz to by oddali nam pamiętniki:
- Oddaj to co nasze i po sprawie. No chyba, że dla rozrywki teraz z tobą się pobawię.. - mój głos był przepełniony jadem. Mój pamiętnik mogą czytać. Mam to w dupie ale pamiętnik Demi ma być nietknięty! Inaczej nogi z dupy powyrywam i zabije. Choćbym miała iść do kryminału czy na krzesło elektryczne. Sekrety przyjaciółki mają nie ujrzeć światła dziennego. Carlos rzucił mi plecak. Otworzyłam go i były w nim nasze pamiętniki. Razem z Demi oddaliłyśmy się od chłopaków. Obolała wsiadłam do samochodu i razem z Demi pojechałyśmy do mnie.
**********************************************************************************
W tym rozdziale chcemy wam pokazać jak narwane mogą być laski w rzeczywistości. Patrząc na zachowanie Miley. Po następne chcemy wam pokazać, że prawdziwa przyjaźń na tym świecie jeszcze panuje. Nawet takie poświęcenia jak uderzenie ukochanego chłopaka by ratować przyjaciółkę :)
Mamy nadzieję, że się podobało ;D 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=OBSERWUJESZ


poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział 9

"Oczami Victorii"
               Historia jak zawsze mi się dłużyła i była strasznie nudna. Bazgroliłam sobie na kartce i pod koniec lekcji grałam z Demi w kółko i krzyżyk. Gdy zadzwonił dzwonek odetchnęłam z ulgą i wyszłam z klasy. Nadal zastanawiałam się gdzie Carlos schował pamiętniki. W dodatku nie mam żadnego planu jak to od niego wyciągnąć. Może jak będzie sam? Tylko kiedy będzie odpowiedni moment? Spojrzałam na Demi, która jako pilna uczennica powtarzała na kartkówkę z fizyki. Wywróciłam oczami i spojrzałam tępo w okno. Moje myśli krążyły bez celu. Przed oczami stawały mi obrazy filmów jakie obejrzałam i wtedy przyszło mi na myśl to co chciałam żeby przyszło. Żeby wykonać to co chciałam musiałam zerwać się  zerwać z fizyki:
- Idziemy na wagary.. - powiedziałam spokojnie. Lovato spojrzała na mnie z tym swoim grymasem na twarzy:
- Nie
- Wiem jak się dowiedzieć gdzie są pamiętniki lecz potrzebna mi jesteś ty.. - wskazałam na nią palcem. Dziewczyna pokręciła głową ale zgodziła się i  udałyśmy się do pobliskiej kawiarni. Wyciągnęłam fioletową kartkę:
- Po co ci kartka?
- Zrobimy list miłosny.. - znalazłam jakiś długopis i zaczęłam intensywnie myśleć jak by tu dobrać słowa:
- Czy do tego typu listu nie powinna być czerwona kartka?
- Nie stać mnie na czerwoną kartkę po za tym chłopacy znają nasze pismo. Trzeba tu wykombinować coś co za nasz napisze....
- Poprośmy kelnerkę.. - Demi wzruszyła ramionami i wyrwała ze swojego zeszytu kartkę w kratkę. Szybkimi ruchami napisała kilka zdań a potem podała mi kartkę:
- Przeczytaj i zawołamy kelnerkę żeby nam to przepisała...
- No dobra.. - zaczęłam czytać to co napisała moja BFF: Kochany Carlosie. Śnię o tobie nocami a w dzień moje myśli krążą wokół twej osoby. Pociągasz mnie jak żaden inny facet. Jeśli Ty też dążysz poznać swoją drugą połówkę przyjdź do składzika woźnego gdy skończysz lekcje. Kocham cię i proszę nie mów o tym liściku chłopakom. Chcę cię mieć całego dla siebie :*
- To jest zajebiste! - klasnęłam w dłonie.  Demi uśmiechnęła się szeroko i zawołała kelnerkę. Kobieta zgodziła się nam to przepisać. Szczęśliwe wróciłyśmy do szkoły przed dzwonkiem. Wrzuciłyśmy karteczkę do szafki Peny.
"Oczami Carlosa" 
                     Dzisiejsza kartkówka z fizyki była masakryczna! Razem z chłopakami udaliśmy sie do swoich szafek. Otworzyłem swoją, z której wyleciała jakas fioletowa karteczka:
- Uuuuu.... nasz Carlos ma wielbicielkę.... - śmiał się James. Cóż może i chodził z Miley lecz ona raczej na wierną dziewczynkę nie wygląda. Przeczytałem treść liściku i na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Schowałem karteczkę i nie powiedziałem chłopakom co tam jest napisane. Skoro napisała, że chce mnie mieć na wyłączność to będzie ją miała. Już nie mogę się doczekać aż wreszcie ją zobaczę!

*Kilka godzin później*
"Oczami Victorii"
                To już ostatnia lekcja - biologia. Omawiamy jakieś roślinki i inne duperele. Carlos chodził podekscytowany więc przeczytał liścik. Biedny jest taki naiwny lecz sam się o to prosił. Trzeba było nie zabierać nam pamiętników. Spojrzałam na Demi, która robiła staranne notatki. Grzeczna dziewczynka a zarazem niegrzeczna. I kto to ogarnie? Zadzwonił dzwonek. Pena udawał, że pakuje się w normalnym tempie. Razem z Lovato opuściłyśmy klasę jako drugie i szybkimi ruchami skierowałyśmy sie do składziku:
- Dasz sobie radę? - zapytała
- Oczywiście... -powiedziałam i weszłam do małego pomieszczenia. Było zgaszone światło więc stanęłam koło drzwi. Demi ma czekać przy szafkach. Nagle drzwi się otworzyły i szybko zamknęły:
- Jesteś tu? - zapytał Pena. Przekręciłam drzwi na klucz. Chłopak odwrócił się w moją stronę ale było tak ciemno, że nie mógł mnie poznać. Pchnęłam go na ścianę. Moje ręce oparłam na jego klatce piersiowej i spokojnym lecz w moim głosie było słychać grozę:
- Gdzie ukryłeś pamiętniki?
- Vi- Victoria? - głos podskoczył mu o kilka oktaw:
- Tsaaa... szybki jesteś... to gdzie ukryłeś pamiętniki?
- Nic ci nie powiem!
- Jasne... może zróbmy tak... Ty mi powiesz gdzie je ukryłeś a ja nie zrobię ci krzywdy i cię nie wydam.
- Uważaj bo ci uwierzę...
- Cóż... widzę, że muszę przejść się do twoich kolegów tylko powiem im żeby sami mi je oddali a jak nie to wezmę je sobie sama i powiem im, że to ty mi powiedziałeś gdzie je ukryjesz...
- Rób jak chcesz... - wzruszyłam ramionami i wyszłam z pomieszczenia. Doszłam do Demi i złapałam ją za nadgarstek. Poszłyśmy do Jamesa, Kendalla i Logana:
- Dobrze wiem, że to Carlos ukrył nasze pamiętniki. Albo oddacie je nam sami albo same je sobie zabierzemy bo Carlos nam powie
- Nic wam nie wyśpiewa.. - powiedział Kendall
- Nie byłabym tego taka pewna... właśnie czeka na mnie w składziku...  - westchnęłam teatralnie. Na twarzach chłopaków pojawił się szok. Pierwszy otrząsnął się James:
- Spotkajmy się na polanie o zmierzchu. Wiecie o jaką polanę mi chodzi...
- Tak.. - rzekłam spokojnie. Obie poszłyśmy do samochodu i odjechałyśmy. Trzeba czekać do zmroku.
                     Zapadł zmrok. Ubrałam spodnie  i bluzę . Na nogi włożyłam jakieś trampki a włosy związałam w kucyk. Gotowa poszłam pod dom Demi i razem udałyśmy się na naszą tajemną polanę na której robiliśmy dzikie imprezy z alkoholem w roli głównej gdy byliśmy w 3 gimnazjum. Byłyśmy punktualne. Czekałyśmy niecierpliwie aż nadejdą chłopacy. Zobaczyłam jakieś postacie w mroku, które zmierzają prosto na nas. Wyprostowałam się i patrzyłam spokojnie na chłopaków, którzy do nas zmierzali. Jedno było pewne, nie byli sami....
**************************************************************************************
Jak myślicie, kto przyszedł z chłopakami na polanę?? ;)
Propozycje i teorie piszcie w komentarzach :)
Jesteśmy ciekawe czy ktoś zgadnie ;)